Magia teatru, magia aktorstwa…
Aldona Jankowska i Hotel Babilon Miro Gavrana w Pałacu Vauxhall

Jest wczesny jesienny wieczór, zamglony, prawie pusty rynek. Piątek, 20 września, zbliża się godz. 19.00. Cicho też w Pałacu Vauxhall. Publiczność powoli zapełnia salę Galerii, reflektory oświetlają scenę, a na niej ekran z widokiem Giewontu i proste, szare krzesło…Będziemy oglądać kolejną sztukę Miro Gavrana, bardzo cenionego i lubianego w Polsce chorwackiego dramaturga. Po znanych nam już Wszystko o kobietach i Wszystko o mężczyznach czas na grany także na Scenie Pod Ratuszem monodram Hotel Babilon w reżyserii Pawła Szumca i w wykonaniu Aldony Jankowskiej, aktorki filmowej, teatralnej, artystki kabaretowej, sławnej parodystki z programów Szymona Majewskiego, Bożenki z serialu Julia.
Sączy się cicha muzyka, pobrzękują góralskie dzwoneczki u sań, rozlega się śmiech…Potem cisza; na krześle w aresztanckim uniformie Aktorka. Na ekranie jej drugie wcielenie – Sędzia sądu rejonowego w Zakopanem. Toczy się proces przeciwko Zuzanie Kollarovej, przedszkolance z Bratysławy o to, że pewnego popołudnia weszła do sali restauracyjnej Hotelu Babilon w Zakopanem i oddała dwa, na szczęście niecelne strzały do recepcjonisty hotelu Jędrka Parzenicy.
Tak zaczyna się ten kryminalno-romantyczny komediowy monodram. Aktorka zdejmuje aresztancki kostium, by już do końca przedstawienia pozostać w czarnych spodniach, takiejże bluzeczce na ramiączkach i w czarnym żakiecie z czerwoną podszewką. Nie potrzebuje zmieniać stroju, nie potrzebuje charakteryzacji, by zagrać siedem postaci, opowiedzieć siedem historii i opowiedzieć je siedmioma językami. Te języki, to swoisty kostium Aktorki. Powiedziała o tym w jednym z wywiadów: Język jest w tym spektaklu kostiumem, jego założenie i granie w nim, to podjęcie rozmaitych rejestrów głosowych, rytmów, melodii, zaśpiewów, a tego nie można okłamać. Każda z postaci wyśpiewuje do nas swoim językiem coś ze swej duszy.
Będziemy więc słuchać niezwykłej „polszczyzny łamanej”, czegoś na granicy pomiędzy językami. Rozumiemy; to jest mówione po polsku, a jednocześnie mamy świadomość słuchania melodii, akcentu, intonacji, pojedynczych słów w językach: słowackim, ukraińskim, niemieckim, angielskim, francuskim, a także w gwarze podhalańskiej i wielkopolskiej. Każdy z tych języków jest znakomitym źródłem zabawy, dowcipu, ale też jest sposobem charakteryzowania postaci, przyglądania się narodowym stereotypom.
Aktorka gra na różnych strunach. Tworzy portrety wyraziste, lecz ogromnie różnorodne. Niektóre postacie rysowane są grubą kreską, zbliżają się do karykatury i groteski, inne są subtelniejsze, niejednoznaczne i niejednoznacznie komediowe. Mamy więc całą galerię.
Krzykliwą, wulgarną, drapieżną Niemkę, Helgę, jakby wyciętą z berlińskich parad równości. Jest niefortunny kochanek Zuzany Kollarovej (potem także owej okropnej Helgi), jurny i durny Jędrek Parzenica, prostacki, pewny siebie góral wykorzystujący naiwność samotnych wczasowiczek, recepcjonista Hotelu Babilon. Swoje żale na zepsute wczasy, utracone pieniądze i utraconą szansę na romans wyśpiewuje zaśpiewnie pewna Ukrainka romansująca z delikatnym, drobnej postury Francuzem, Pierre’m Reno, kucharzem z Marsylii, specjalistą od potraw ze ślimaczków (jego też oczywiście z finezją gra Aldona Jankowska). Wstrząs przeżyty w chwili zamachu (nieudanego na szczęście) Zuzany Kollarovej, wywołał tak absolutną blokadę w delikatnym, trwożliwym Francuziku, że oboje domagają się kary dożywotniego więzienia lub kary śmierci dla sprawczyni ich nieszczęścia. Jest jeszcze Jenny Johnson, Amerykanka z Chicago góralskiego pochodzenia, przybyła prosto z prerii, po których ciągle galopują John Wayne i Winnetou. Przylatuje do Zakopanego w celach biznesowych i rzeczywiście spotyka partnerkę dla tych planów, jedną z najciekawiej, brawurowo zagranych postaci, Gienię Maciejową, rolniczkę z wielkopolskiej wsi, która w Zakopanem pragnie opracować kolejny plan rozwoju rodzinnego biznesu. Jest typową wielkopolanką, można rzec – stereotypową: praktyczna, rozsądna do bólu, oszczędna, drobiazgowa (trzeba się tych drobiazgów trzymać, bo inaczej wszystko się rozpadnie). Nie pozwala sobie na marzenia i bujanie w obłokach, pomalutku się dorabia. Już się dorobiła na uprawie pyrów. Teraz czas na „nowy etap rozwoju” – na agroturystykę. Planuje więc: wszystko będzie naturalne, na przykład sztuczne stawy; zburzy się starą stodołę i postawi starszą… Stuka w ściany, aby się upewnić, że to marmur; zachwyca się kryształowym żyrandolem i bada, czy na podłodze są panele czy niepraktyczne prawdziwe drewno. Jest taka konkretna…Odnosząc się do czynu Zuzany Kollarovej, powie w zakończeniu swojego wystąpienia-zeznania, a właściwie opowieści o swoim szarym, przyziemnym życiu: „Ja bym tym od nieszczęśliwej miłości kazała uprawiać pyry, to by im te romanse z głów wywietrzały. Nawet gdyby sam Robert Redford złożył im niemoralną propozycję…” I tu cichnie Gienia Maciejowa, smutnieje, jakoś mało już w niej pewności i wiary w ten zdroworozsądkowy świat, który sobie zawiązała na szary, mały, konkretny supełek.
I wreszcie jest ten najbardziej mistrzowski portret i opowieść – Zuzana Kollarova. Mówi cichutko, jakby za wszystko bez przerwy przepraszała. Jest nieśmiała, wycofana, śmieszna, bezgranicznie naiwna, zabawna w swoich staropanieńskich nawykach i lękach, a jednocześnie tak wzruszająca w owej bezgranicznej naiwności właśnie, w samotności, w tęsknocie za miłością. Przyjeżdża do Zakopanego, by się przekonać, czy powinna wyjść za mąż za Jana, handlowca z Bratysławy. To jedyny człowiek, który jej się oświadczył, ale nie jest pewna swoich uczuć. Tu w Zakopanem „porazi” ją uczucie do Jędrka, naiwnie uwierzy jego słowom szeptanym w świetle gwiazd i księżyca, z Giewontem w tle. Zakocha się w nim bez pamięci i postanowi nawet spełnić jego warunek: musi nauczyć się języka polskiego. Będzie się uczyła cały rok – języka, polskiej kuchni, polskiej historii. Będzie zgłębiać dziwne tajemnice Polski – przedmurza chrześcijaństwa, Polaków, którzy zburzyli Mur Berliński i tego sławnego Polaka, który przeskoczył mur…Kto budował te wszystkie mury? zapyta bezradnie. Ale przecież chce być prawdziwą Polką, Matką Polką! Tymczasem kochanek okazał się wiarołomny, beztrosko romansuje z kolejną wczasowiczką.
Zuzana strzela… A potem oskarżona i uznana za winną, ze smutkiem wyznaje, że wszystko straciła; miłość wielką do Jędrka, miłość do Zakopanego, do Tatr, do Polski, w ogóle… miłość…W tej chwili jest taka bardzo prawdziwa, ludzka, poruszająca. A przecież śmialiśmy się z niej przez niemal cały spektakl.
Mistrzowski spektakl Aldony Jankowskiej! Wielki szacunek i podziw budzi jej talent, pracowitość, oddanie sztuce całej siebie. Aldona Jankowska wspaniale mówi (siedmioma językami), znakomicie śpiewa, wydobywając komizm sentymentalnych, pretensjonalnych piosenek, które przeważnie lubimy. W przedstawieniu brzmi między innymi „Anna” Stana Borysa, „Wiem, że laleczką mnie zwą” Violetty Villas. Aktorka parodiuje klimaty dyskotek i dancingów, gdy to „jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach…”, słuchamy dedykowanych sobie piosenek, spacerujemy w blasku gwiazd, wierząc, że tu właśnie czeka piękna przygoda naszego życia. To trochę śmieszne, naiwne, może głupie, ale też smutne. Ludzkie po prostu…
I tak to jest zagrane – prawdziwie, ze zrozumieniem ludzkich kompleksów, słabości, a jednocześnie tak lekko, tak błyskotliwie, tak wielobarwnie, tak oszałamiająco zabawnie i tak poruszająco. Oklaski, bardzo, bardzo gorące; zachwycona, rozbawiona i wzruszona publiczność…Aktorka się kłania, kłania się także z krzesłem, które było jej jedynym rekwizytem (pomijając szklankę i kieliszek).
Wychodzimy na ciemny, już nocny rynek, pogrążony w gęściejszej jesiennej mgle, ale pozostaje z nami perlisty śmiech, zachwyt i odrobina zadumy nad tajemnicą kobiecej duszy.

Recenzja ze spektaklu, Magazyn Krzeszowicki 18/2013

Teresa Nowak

Miro Gavran Hotel Babilon
Reżyseria: Paweł Szumiec
Scenografia: Marek Braun
Kostiumy: Jolanta Łagowska
Występuje: Aldona Jankowska
Scena Pod Ratuszem Teatru Ludowego